Zastanawiam się już od dłuższego czasu, czy tylko w naszym kraju tak jest, czy to jakaś norma ? Jestem zbyt leniwa, by poszukać danych i za mało się znam, ale mam wrażenie, że żyjemy w kraju absurdów, niesprawiedliwości i (za przeproszeniem) gnojenia obywateli. Kiedy poszło coś nie tak, że ta spirala się coraz bardziej nakręca ? Czy w innych Państwach ludzie pracują tylko po to, by spłacić kredyt (dostać go to też nie taka prosta sprawa) na mieszkanie, zapłacić rachunki i mieć co włożyć do garnka, bo na nic więcej nie starcza - chodzenie do kina, kupowanie książek trzeba sobie limitować, każdy wyjazd na urlop to wydatek, na który trzeba oszczędzać cały rok (nawet jeśli to wyjazd w polskie góry/nad morze), remonty/wymiana mebli to coś co ciągle się odkłada, zepsucie się pralki/lodówki itp. to prawie tragedia, posiadanie dzieci ciągle się przesuwa w czasie... Ciągle sobie człowiek czegoś odmawia i nie mam tu na myśli jakichś dóbr luksusowych. Kiedy więc tak naprawdę korzystać z tego życia i za co ? Jak przejdę na emeryturę w wieku 67 lat (o ile dożyję), to ile mi tego życia zostanie i za co i czy będzie ochota/siły, by korzystać z niego ? Czy gdzie indziej też człowiek usłyszy, że najbliższy termin do lekarza/na zabieg to za pół roku ? I choć płaci składki zdrowotne, to żeby nie kopnąć w kalendarz do tego czasu albo nie nabawić się jakichś groźnych powikłań, zmuszony jest pójść prywatnie ? Czy wszędzie urzędy odwracają się d... do obywatela ? Nic się nie dowiesz, ale masz zrobić dobrze, choć może właśnie chodzi o to, żeby nie, by Państwo mogło zarobić na karach... Czy wszędzie przepisy podatkowe, dot. działalności gospodarczej są tak skomplikowane, rozbudowane, że samo Państwo się gubi w ich interpretacji - czy to jest normalne, że firma x w mieście x, może sobie coś odliczyć od podatku, a firma y w mieście y już nie, bo tamtejsza izba skarbowa interpretuje przepisy inaczej ? Czy nie powinno być tak, że urzędy są po to, by służyć pomocą, by obywatele/firmy wywiązywały się ze wszystkich obowiązków prawidłowo, a nie po to by straszyć, karać, niszczyć firmy i wprowadzać atmosferę terroru ? Przecież to my ich utrzymujemy z podatków. Czy to normalne, że mimo tego, że Państwo jest biedne, to urzędnicy nadal mają wypłacane trzynastki i nadal mają różnego rodzaju przywileje ? Czy politycy mogą wyprawiać co chcą, zajmować stanowiska nie posiadając odpowiednich kompetencji, rujnować Państwo finansowo, rządzić nieudolnie, a potem za ich błędy ma płacić szary obywatel, trzeba wyssać z niego wszystkie soki, dowalić wyższe podatki (bo VAT w kogo tak naprawdę uderza ? no w konsumenta), odebrać ulgi, wydłużyć wiek emerytalny itp. ? Czy wszędzie są takie wysokie koszty utrzymania względem pensji ? Ceny prądu, wody, gazu tylko pną się w górę, a pensje... Czemu Państwo zawsze udu... szaraka, że na 5 zł nie wystawił paragonu, a nie weźmie się za oszustów, co robią przekręty na grube miliony ? Czemu tak trudno walczyć o swoje prawa, wali się głową w mur biurokracji, paragrafów ? Czemu kilka razy opodatkowywane są te same pieniądze ? Czemu "odłożone" składki ZUS nie są dziedziczne ?